Myszka Oponka za tęczowym mostem (2021-07-24 10:30)
Za Tęczowym Mostem,  Wspomnienia

Żegnaj ciekawska Oponko!

Dzisiaj miałem pojechać z myszką do weterynarza, na ważenie kontrolne. Niestety, dwie godziny wcześniej Oponka odeszła za tęczowy most.


Od kilku tygodni myszka była mniej ruchliwa i nie tak żywotna, jak kiedyś. Miała przymrużone oczka i dużo leżała plackiem na podwieszanym mostku. Były fale upałów z temperaturami powyżej 30ºC, dlatego jej zachowanie nie było dla mnie jakoś specjalnie dziwne. I to uśpiło moją czujność, zmyliło mnie…

Gdy upały zelżały, zachowanie myszki nie zmieniło się. Oponka nadal leżała plackiem i miała przymrużone oczka. Zaniepokoiło mnie to. Wziąłem ją na ręce, zacząłem oglądać i delikatnie badać palcami jej brzuszek. Wydawało mi się, że ma niewielką narośl pod gardłem. Ale bardziej niepokojąca była zmiana w jej brzuszku, w którym można było wyczuć stwardnienie biegnące w poprzek.

Natychmiast umówiłem wizytę u weterynarza, u którego terminy pozajmowane są na wiele dni do przodu. Udało się umówić wizytę jeszcze w ten sam dzień, tylko dlatego, że inna osoba zrezygnowała.

Weterynarz bardzo dokładnie zbadał Oponkę. Diagnoza zabrzmiała strasznie. Było podejrzenie białaczki. Nie było żadnych szans na wyleczenie.

Miałem tylko obserwować myszkę, bo męczenie jej lekami nie było wskazane. Dopiero w przypadku pogorszenia się jej stanu miałem skontaktować się z weterynarzem, żeby wprowadzić leki i rozpocząć etap leczenia paliatywnego.

Opiekowałem się Oponką przez dwa tygodnie, poiłem i karmiłem. Podawałem wodę, a czasem elektrolity. Często podawałem kaszkę Nestlé Sinlac i jej ulubione przysmaki, którymi były oblaty.

Na kilka dni przed odejściem Oponka zaczęła tracić apetyt. Nie chciała już za bardzo ani jeść, ani pić. Za to niesamowicie garnęła się mi na ręce i dawała się miziać za uszkami. Oczekiwała mojej obecności, ciepła i bezpieczeństwa. Miziałem ją, tuliłem i mówiłem do niej. Ściskało mnie w gardle z żalu i chciało mi się wyć z bezsilności, bo wiedziałem, że nieuchronny koniec jest już bliski… :'(

Ostatniego dnia widziałem Oponkę leżącą na mostku. Zawołałem ją i zapytałem, czy chce zjeść kaszkę. Zacząłem rozrabiać kaszkę z wodą. Ile mi to zajęło? Dwie minuty, może trzy. Tylko tyle lub aż tyle czasu, żeby rozrobiona kaszka miała właściwą konsystencję. Gdy spojrzałem na mostek, Oponki już na nim nie było. Ściągnąłem klatkę z regału, żeby wyciągnąć i nakarmić myszkę. Zajrzałem do klatki i nogi mi się ugięły. Oponka leżała obok kołowrotka i nie dawała oznak życia…


Oponka zawsze była bardzo ciekawska. Bardziej była zainteresowana wyjściem z klatki, niż najlepszymi smakołykami, które jej podsuwałem. Ignorowała je i kręciła się niecierpliwie w okolicach drzwiczek. Gdy je otworzyłem, nie mijała chwila, a myszka błyskawicznie wyskakiwała z klatki.

Od początku dominowała w klatce. Poobgryzała wąsy czuciowe wszystkim swoim towarzyszkom. Często dosyć brutalnie wyszarpywała i zabierała im smakołyki. Objadała pozostałe myszki, dlatego była taka pulchna i dlatego też otrzymała takie imię – Oponka

Mimo swoich dominujących cech, była bardzo łagodna. Lubiła leżeć na ręce i być miziana za uszkami.

To była ostatnia z sześciu samiczek, jakie rok temu pojawiły się w mojej hodowli. W ciągu niecałego pół roku za tęczowy most odeszły wszystkie samiczki z jednej klatki: Marmurek, Pipi, Kruszynka, Mia, Iskierka. A teraz Oponka… 🙁 Z kupionych wtedy siedmiu myszek pozostał tylko samczyk Kubuś.

Żegnaj kochania mysio… :'(



2 komentarze

Skomentuj <:3o~ Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *